Dwie wolności

  • 0
  • Lipiec 16, 2014

Fot. Kamil Jurkowski

Wrzawa, jaka rozpętała się z powodu wydanego przez władze Poznania zakazu wystawienia sztuki argentyńskiego dramatopisarza Rodriego Garcii pt. „Golgota Picnic”, skłoniła niektóre grupy społeczne do penetracji rozwiązań z innych niż dramat, dziedzin twórczej aktywności człowieka.

Na fali budzącej się świadomości misji walki z wszelkimi przejawami odmienności i z braku (jak sądzę) innych powodów do podnoszenia medialnego rozgłosu, zainteresowano się projektowanym przeze mnie i moją młodszą koleżankę Paulinę Kminikowską, obiektem nagrobnym poświęconym pamięci koszalińskiego trenera sztuki taekwondo Henryka Ficka. Podobno postument wzbudził wśród niektórych odwiedzających negatywne emocje swoją postacią rodem z pogańskiego Stonehenge, odbiegającą od całej reszty płyt nagrobnych Starego Cmentarza w Koszalinie.

Nie jest moim zdaniem komentowanie cudzych preferencji estetycznych i  sprawą bym się nie zajmował, gdyby nie to, że zastanowił mnie sposób myślenia moich domniemanych adwersarzy. Chodzi o wartościowanie sakralnych obiektów z punktu widzenia potencjalnych zagrożeń, jakie ich zdaniem, mogą z sobą nieść. Ten konkretny przypadek dotyczy oczywiście nie „Golgoty Picnic”, ale projektowanego prze ze mnie i moja koleżankę obiektu pamięci o zmarłym trenerze.

Kiedy nurtuje mnie jakiś niezrozumiały dla mnie problem dzielę go na poszczególne drobne elementy, które się na niego składają, a te z kolei sprowadzam do przykładów o najprostszej postaci.

Zadałem sobie zatem retoryczne pytanie: jakie negatywnereakcje może wzbudzić np. płaski układ kamienny, użyty do oznakowania miejsca pochówku, położony poziomo w otoczeniu podobnych mu, wbitych pionowo (na sztorc) w podłoże cmentarza? Ktoś mógłby powiedzieć, że się przewrócił. Ale jeśli został tam z jakiegoś powodu położony właśnie taki sposób, to czy swoim nietypowym usytuowaniem może obrażać uczucia religijne kogokolwiek. Czy trudno jest założyć, że swoją odmiennością komunikuje, że spoczywa tu człowiek wyjątkowy, wyróżniony z sąsiedztwa.

Taki przekaz nikomu nie uwłacza, podobnie jak w przypadku gdyby samotnie sterczał nad ziemią w otoczeniu innych płasko ułożonych kamieni. Zgodzimy się chyba z tym, że kamień może mieć (takie lub inne) znaczenie symboliczne, niezależnie od sposobu jego usytuowania i być kodowym zapisem czegoś, co nie obraża uczuć religijnych, nawet tych odbiorców przekazu ( przede wszystkim), którzy tego szyfru nie rozumieją.

To, o czym piszę, w czytelny sposób stanowi kontynuację dyskusji dotyczącej granic wolności twórczej wypowiedzi. Wypowiedź taka ujawnia się w utworze, który charakteryzuję się tym, że w porównaniu z rozwiązaniami stosowanymi i powszechnie znanymi, posiada cechy nowe, inne niż dotąd spotykane w podobnych wytworach. Uwaga ta ma znaczenie wyjaśniające, ponieważ mówimy o wolności do wypowiedzi twórców, a nie jest się twórcą kiedy powiela się cudze rozwiązania. Utwory wzornictwa i sztuki wchodzące w skład materialnego dziedzictwa kulturowego, w strukturalnym znaczeniu słowa „kultura”, traktowane są jako „tekst kultury”. „Tekstem kultury” jest każdy przedmiot lub zbiór przedmiotów pełniących rolę komunikacyjną.

Jeśli przyjmiemy definicję antropologiczną, że kultura jest zbiorem czynności i rezultatów tych czynności przekazywanych z pokolenia na pokolenie nie tylko w sposób edukacyjny, ale również czysto pragmatyczno-życiowy to w takim wypadku komunikacja w obrębie społeczeństwa jest właściwością integrującą rozchwianie i rozprzestrzenione bez celu działania ludzkich podmiotów.

Również w dziedzinie wzornictwa przemysłowego odnajdujemy elementy mogące dać się przedstawić jako fakty z jakiegoś porządku kultury o właściwym dla tej kultury sposobie szyfrowania znaków oraz określania tego co nazywamy tekstem kulturowym.

Z definicji „teksty kultury” wynika, że komunikaty, których nośnikami są obiekty sztuki i wzornictwa stanowią zwierciadło czasów, w których żyjemy oraz są wyrazem wyznawanych w nich wartości. Wartości te mogą być różne, w zależności od warunków otoczenia i życia ludzi, w jakich się kształtowały.

W odniesieniu do omawianego problemu wolności „słowa” i tego, jak układają się relacje z jednej strony wolności do wypowiedzi przynależnej każdemu człowiekowi również takiemu, który nie jest wyznawcą żadnej wiary (w tym twórcy), z drugiej zaś wolności religijnego przekazu (a w szczególności do jego ochrony) ujawniającego się w znakach, symbolach i innych komunikatach ikonograficznych ( obrazach) z definicji tekstu kultury możemy wnioskować tylko tyle i aż tyle, że są to dwie odmienne wolności, równoprawnie chroniące swoje wartości, z których żadna nie posiada priorytetu i ma takie samo prawo do ochrony.

Upraszczając i sprowadzając zagadnienie do sytuacji, w której każdy ma prawo mówić „co chce”, jedynym sposobem wyznaczania granic dialogu jest „kultura” – nawet ta, którą w potocznym ujęciu nazywamy „dobrym obyczajem” czy „wrażliwością”. Problem tkwi jednak w tym , że są to pojęcia trudne do zdefiniowania. Z „dobrym obyczajem” i „wrażliwością” jest ten sam kłopot co z „przyzwoitością”. Mało kto potrafi dziś skonkretyzować znaczenie tych słów. Z upływem czasu i zmian kulturowych relatywizujących znane i w konkretny sposób rozumiane niegdyś pojęcia, ich stosowanie zanika wraz z brakiem klarownych odniesień. Dziś „przyzwoitym” może się nazywać każdy, kto w obliczu prawa  i w zgodzie z nim robi drugiemu człowiekowi  krzywdę, np. zagarniając jego dobro lub poniżając go słowami lub czynami – innymi słowy posuwając się do takich zachowań, które z punktu oceny prawa, nie są karalne lub mają znamiona tzw.” niskiej szkodliwości społecznej”.

Nasuwa się jednak kolejne pytanie dotyczące tego czyja „przyzwoitość” czy „wrażliwość” (jakkolwiek je nie definiować), a jak wiemy są one bardzo zróżnicowane, miałaby być miernikami uczuć religijnych? Jaką czynność, która nie niszczy obiektu sakralnego i nie nawiązuje swoją postacią do upokarzających czy znienawidzonych symboli i znaczeń da się zakwalifikować jako znieważenie (np. wyznawców danej religii).

W jaki więc sposób obiekt poświęcony pamięci koszalińskiego trenera może wzbudzać negatywne emocje? Co może w nim budzić uczucie niesmaku czy zażenowania? Kogo i czym?

Czy może nim być pochowanie w tej samej ziemi, obok siebie po sąsiedzku, wyznawców dwóch różnych religii czy filozofii życia, nawet takich które identyfikują się innymi symbolami? Czy reinterpretacja formy nagrobka lub. postaci Chrystusa, której prawdziwej przecież nie znamy, jest bluźnierstwem czy tylko nietaktem?

Od czego więc zależy ocena wolności wypowiedzi twórcy i wyznawcy: od psychicznego nastawienia odbiorcy do komunikatu wizualnego, od stopnia jego wyedukowania czy może od tej niezdefiniowanej „wrażliwości” i niemodnej tolerancji , do których najczęściej nie chcemy się przyznawać, wstydliwie je ukrywając. To są już jednak problemy do rozwiązywania przez znawców hermeneutyki (interpretatorów) artystyczno-teologicznej, na której ja nie wyznaję się wcale.

Prof. Jacek Ojrzanowski