ARTERIOTERAPIA DOMENY SZTUKI

  • 0
  • Kwiecień 22, 2014

Słowo art oznacza sztukę, arteria – ważny szlak komunikacyjny. W ciele człowieka arteria (tętnica) to sprężyste, mocniejsze i grubsze niż żyły naczynie krwionośne prowadzące życiodajną krew z serca do narządów ciała. Niedrożność tętnicy zagraża życiu i zdrowiu naszego organizmu. Słowo domena oznacza dobro lub majątek.
Wyobraźmy sobie, że ludzie zajmujący się twórczością artystyczną są dla rynku sztuki „sercem pompującym krew” do elementów jego struktury jakimi są odbiorcy sztuki. Zastanawiające, jaki trakt jest odpowiednikiem arterii w kontekście prawidłowego funkcjonowania tego rynku? Pytanie to pociąga za sobą inne. Takie np. jak należy rozumieć znaczenie słowa „prawidłowy” w odniesieniu do działalności obrotu wytworami artystycznymi? Od czego zależy „zdrowie” tej działalności?

Pragmatycy, czyli ludzie odznaczający się praktycznym sposobem myślenia, opartym na przekonaniu, że podejmowane przez nich decyzje mają przynosić wymierną korzyść, uważają, że komercyjny sukces artysty uzależniony jest od promocyjnej aktywności jego managera. Trudno się z tym poglądem nie zgodzić biorąc pod uwagę siłę oddziaływania, jaką dysponują media i ich publicity mające na celu zwrócenie uwagi opinii publicznej na artystę i budowanie jego pozytywnego wizerunku (public relations).
Stanowisko, że manager w największym stopniu kreuje rynek sztuki (wpływa na sprzedaż dzieł) zdominowało również studenckie środowisko akademickie Instytutu Wzornictwa Politechniki Koszalińskiej podczas prowadzonej (z udziałem krytyków sztuki, managerów i twórców) debaty na temat rynku obrotu obiektami artystycznymi.
Można by to stanowisko zignorować lub skwitować krótkim stwierdzeniem „szkoda” albo dociekać przyczyn takiego sposobu myślenia, którego jedną z nich jest prawdopodobny brak umiejętności i potrzeby analitycznego wartościowania utworów artystycznych. Być może „rzecz” nie byłaby godna uwagi, gdyby nie pewne niepokojące szybko rozprzestrzeniające się zjawisko – rodzaj groźnej choroby. Podlega ona na manipulacji opinii publicznej.
W reklamie plaga ta zdominowała nasze życie w taki sposób, ze już nam nie przeszkadza, bo się do niej przyzwyczailiśmy. Niestety mamy z nią również kontakt za sprawą różnej maści publicystów (z pism o sztuce) reprezentujących interesy swoich mocodawców. Ich opinie, wyrażane najczęściej przy użyciu kwiecistych ozdobników słownych, przenicowane pustymi frazesami, głoszą prawdy ujawnione i tezy serwowane nam jako aksjomaty. Wypowiedzi te, mające nas przekonać do racji autora, sygnowane są mocą „autorytetu” jakim najczęściej nie jest on sam, ale magazyn ze słowem „sztuka” w tytule, który publikuje tekst.
Tworzone w ten sposób pokrętne dogmatyczne teorie (bywa, ze wewnętrznie sprzeczne), pozbawione analitycznych wartości, odurzają nas wprowadzając początkowo w zachwyt z powodu zawartych w nich niezrozumiałych mądrości. Spragnieni informacji niezbędnych do podjęcia decyzji inwestycyjnych, bezmyślnie przyswajamy owe prawdy jako własne. Często dzieje się to wbrew logice, naszej wiedzy i preferencji estetycznych oraz doświadczeniu wyniesionemu z otoczenia kulturowego, w jakim się wychowaliśmy.
Opamiętanie przychodzi dopiero wtedy gdy uświadomimy sobie, że źle zainwestowaliśmy nasze pieniądze, gdyż zostaliśmy zmanipulowani wpadając w pułapkę łatwowierności i zaniedbania poszukiwania „klucza” prowadzącego nas do właściwej oceny tekstu. Oskar Wilde kiedyś powiedział o ludziach biznesu „Oni znają ceny wszystkiego ale nie znają wartości niczego”. Jakże aktualnie to brzmi w kontekście rodzimego rynku sztuki?
Problem oceny dzieł na pozór wydaje się nieskomplikowany. Po co przekonywać, że jakiś twórca jest geniuszem, a jego prace warte każdych pieniędzy, skoro widzimy, że „aktor” nie daje sobie rady z rolą, „muzyk” nieczysto gra, a „tancerzowi” mylą się kroki. Sherlock Holmes w takich sytuacjach mawiał: „Kiedy wykluczasz niemożliwe, prawdopodobne staje się prawdą” a jak nie wiadomo o co chodzi, to dotyczy to zawsze wynalazku, jakiego dokonali Fenicjanie w 7 w p.n.e.
Istnieją badania i fachowe opinie. Niestety tych skandalicznych, nie opartych na rzetelnej wiedzy, które nami manipulują i do których mamy bezpośredni dostęp poprzez komercyjne środku przekazu, jest zdecydowana większość. Będąc optymistą i przyjmując zasadę, że szklanka jest do połowy pełna, można by ten stan rzeczy akceptować, wychodząc z założenia, że (jak niektórzy politycy twierdzą) lepiej, żeby rynek sztuki kształtowany był przez „przypadkowe osoby”, niż by go nie było.
Wzrok jest dla człowieka podstawowym i z tego też wzglądu najważniejszym organem naszej percepcji. Uzależniony od pracy mózgu potrafi zgotować nam wiele niespodzianek. Dlatego też rozszyfrowanie zapisanych przez twórców komunikatorów wizualnych (w tym malarskich) i ich ocena artystyczna, wymagają wrażliwości, wiedzy i doświadczenia. W przypadku dzieł sztuki nie można mówić o obiektywizmie przekazu artystycznego, gdyż każdy poziom percepcji (tak malarza jak i widza) uwarunkowany jest indywidualnymi ograniczeniami – modyfikacjami i redukcjami. Sztuka w relacji do rzeczywistości ( tego co widzimy w naturze) jest zjawiskiem niezależnym, takim którego efekt zmierza do przekazania widzowi ( w artystycznym kształcie) doznań jakie daje „magnetyczna siła” tkwiąca w każdym przedmiocie. Odczytywanie przez widza fenomenu tego złożonego procesu percepcji, wymaga fachowego wsparcia np. z zakresu metodyki tworzenia dzieła malarskiego, rozszyfrowania kreowanego przez twórcę kodu estetycznego powstającego w procesie porządkowania estetycznych doznań czy np.: dostrzegania i rozumienia łańcucha wewnętrznych przekształceń prowadzących do powstania końcowej materialnej postaci obiektu.
Ludzie podejmujący się oceny wartości dzieła sztuki (bez fachowego wsparcia lub ci do tego nie przygotowani) wykazują się daleko idącą beztroską i nieodpowiedzialnością wobec udziałowców rynku sztuki.
W umysłach teoretyków sztuki, kształtują się różnorodne poglądy dotyczące natury twórczości artystycznej poszukującej nowej formuły (wyrazu) opisu świata. Ich rzetelność jest podstawą nauki o sztuce oraz powinna być wyznacznikiem wartości w procesie handlu obiektami sztuki. Niestety, zasięg i siła głosów ekspertów nie mogą skutecznie konkurować z medialną nagonką (mającą skłonić potencjalnego nabywcę do zainwestowania pieniędzy w „naganiane” obiekty). Media i ich zleceniodawcy skoncentrowani są dzisiaj w głównej mierze na osiąganiu zysków za wszelka cenę.
Wysiłki analityków sztuki (skazane z góry na porażkę w świecie zdominowanym przez komercyjne nośniki przekazu) można porównać do głosu komentatora pragnącego przedrzeć się ze swoimi informacjami przez kakofonię stadionowej histerii, wypełnionej wyciem wuwuzeli i nieznośnym szczekaniem kołatek. Ktoś taki, kto powinien być moderatorem „wydarzenia” nie jest w stanie usłyszeć własnego głosu, a co dopiero dotrzeć ze swoim przekazem do kogokolwiek.
Mało które media interesują się dzisiaj rzetelnymi opracowaniami nie posiadającymi smaku sensacji. Dzieje się tak pomimo tego, że „problem dotyczy rynku, którego potencjał szacuje się w Polsce na około 6 mld zł rocznie (aktualnie wykorzystywany w około 6%). Mówiąc o rynku sztuki nowoczesnej zadajemy sobie pytanie, co o nim wiemy. Niewiele albo prawie nic. Może tylko tyle, jak gdzieś wyczytałem że „dynamicznie się rozwija”
Młody rynek sztuki w Polsce potrzebuje „dopływu krwi” – wsparcia w postaci dostępnego niezależnego narzędzia (szerokiego interaktywnego kanału przepływu informacji) pełniącego rolę ogólnodostępnego medialnego forum: wymiany myśli, poglądów, miejsca dyskusji i krytyki dotyczących nowoczesnych nurtów i tendencji artystycznych, istotnych wydarzeń, oceny dokonań twórców oraz analizy ich dzieł itp. Medium takim, wpływającym w najskuteczniejszy sposób na kształtowanie społecznej świadomości obywateli (obok TV) jest Internet.
Stworzenie profesjonalnego portalu zajmującego się „Slow Artem” (sztuka wyższa), jako alternatywy dla lokat kapitałowych oraz jego interaktywna obsługa, stwarza ogromną szansę na udrożnienie przepływu informacji, którego docelowym odbiorcą będzie nowy uczestnik (udziałowiec tego rynku).
Rzetelna popularyzacja obrotu dziełami sztuki, poza poprawą finansowej kondycji twórców, może sprawić, że krąg jego uczestników poszerzy się o tych, którzy do tej pory nie mieli świadomości, że jest to obszar aktywności finansowej przeznaczony nie tylko dla właścicieli „Rolexów” ,ale również posiadaczy elektronicznych „Seiko” czy „Sony” (dla wszystkich zainteresowanych).
Portal poprzez dostępność przekazu informacji (transferu wiedzy) może ukształtować poglądy na wartość obiektów artystycznych ludzi pragnących w nie zainwestować, będzie również spełniać społeczną rolę edukacyjną. Przede wszystkim jednak stanie się narzędziem badawczym i źródłem informacji o charakterze naukowym analizującym rynek sztuki w Polsce i dającym możliwość obiektywizacji tego zjawiska.
Prawidłowemu rozwojowi domeny sztuki nie sprzyjają również regulacje prawne takie jak np. karta i kodeks etyczny muzealników zabraniające im recenzowania i wydawania opinii dotyczących zewnętrznych obiektów sztuki ( nie wchodzących w skład własnych zbiorów muzealnych). W wyniku uregulowań odsuwających fachowców od możliwości orzekania o autentyczności i wartości dzieł sztuki (ich potencjale rynkowym) dochodzi do wielu błędnych decyzji inwestycyjnych. Sytuacją nie sprzyjającą wykorzystywaniu fachowego potencjału znawców sztuki, pogarsza brak zrzeszeń i związków umożliwiający powstanie w Polsce profesjonalnego rynku recenzentów sztuki, tak dobrze funkcjonującego np. we Francji czy w Niemczech.

Prof. dr hab. Jacek Ojrzanowski